Od jakiegos czasu zbieram pieniądze na zakup naturalnych 100% olejków eterycznych do wyrobu wymarzonego perfumu. Szklana skarbonka na moim parapecie błagalnie patrzy na każdego potencjalnego dawce i myslę, że niedługo będę mogła pozwlić sobie na prywatną mini perfumiarnie.
Tak czy tak wpadłam na pomysł dlaczego nie zrobić własnego olejku do użytku zewnętrznego, skoro startą skórkę pomarańczy można połączyć z dobrej jakości olejem! Jak pomyślałam tak też zrobiłam, chociaż trzeba na wstępie powiedzieć, że nazwa olejek etryczny nie ma nic wspólnego z olejem. Substancja ta nie jest oleista, ale olej czasem pomaga wydobyć właściwe zapachy. U dołu zamieszczę Wam kilka zdjęć z tego dość prostego procesu. Swoją drogą zachęcam żeby każdy z Was spróbował tej prostej metody bo olej po kilku dniach w ciepłym miejscu zaczyna roznosić piękny zapach po domu!
Może na początek kilka przydatnych informacji o samych olejkach eterycznych, czyli seria "z czym to się je" :)
CO TO JEST ROŚLINNY OLEJEK ETERYCZNY
W naszej florze istnieje ponad 800 000 gatunków roślin, tylko ok 10 % z nich jest roślinami zapachowymi wydzielającymi olejki. Są to substancje aromatyczne, które gromadzą się w różnych częściach roślin np. jak u róży czy jaśminu w kwiatach, jak u kardamonu czy anyżu w owocach, ale też, jak u wspomnianej pomarańczy, w całej roślinie! Olejki są związkami lotnymi, które wydzielane są ze wyspecjalizowanych komórek rośliny. Bo kiedy roślina "pachnie" oznacza to, że pobudziło ją słońce, wiatr lub deszcz.
Każdy olejek ma swój "chemiotyp", czyli tzw. tożsamośc biochemiczną badaną podczas analizy laboratoryjnej. Jest to nic innego jak określenie aktywnego składnika rośliny i jej ekstraktów aromatycznych. Dla przykładu chemiotypem Eukaliptusa jest eukaliptol, czyli olejek eteryczny, mięty mentol itd. Nie należy kierować się jednak przeświadczeniem, że rośliny mają po jednym olejku. Działanie zapachowe bądź też terapeutyczne zależy od wielu związków np. w Tymianku (Thymus vulgaris) znajdziemy : tymol, karwakrol, linalol, geraniol, tujanol, terpineol. Ale może być sytuacja, że w innej odmianie tymianku nie znajdziemu linalolu i ten będzie juz różnił się właściwościami od kolegi. Zwariowany ten nasz świat roślinny jest...:)
WŁAŚCIWIE PO CO I NA CO OLEJKI ETERYCZNE
Olejki pozyskiwane z roślin to ciągle niedoceniane środki terapeutyczne. W Polsce 30 ml "czystego", czyli bez dodatków i mieszanek olejeku kosztuje ok 30-40 złotych. Stąd też mała ich popularność bo po prostu są drogie i większość z nas myśli : "za taką małą buteleczkę cztery dychy?!". A to nieprawda. Naturalne oleki wykorzystywane do aromaterapii są bardzo wydajne, więc nie zużyjemy ich w tydzień. No ale do rzeczy...Podstawowe właściwości olejków eterycznych to:
* właściwości antyseptyczne- znaczy to nic innego jak właściwości BAKTERIOBÓJCZE. Często olejki górują nad antybiotykami ( w środowiskach niekonwencjonalnych opinii ) sprawiając, że bakterie, mikroby i patogeny np. skórne zostają skutecznie unicestwione. W naukowych źródłach można przeczytać, że olejek eteryczny wykazuje działanie bakteriolityczne, a nie nietylko bakteriostatyczne. Różnica polega na tym, że działanie bakteriostatyczne polega na zatrzymaniu rozwoju i rozmnażania się bakterii, natomiast BAKTERIOLITYCZNE rozkłada i niszczy źródło rozwijających się bakterii. Nie bez powodu "szumi" się teraz o konieczności odrobaczania organizmu. Tutaj skuteczne są m.in. naturalne olejki eteryczne.
* właściwości diuretyczne tzw. drenażowe- oznacza to, że olejek potrafi usuwać i jakby rozpuszczać złogi powstałe w najważniejszch organach naszego organizmu tj. skórze, wątrobie, płuc, nerek. Złogi te powstają w procesie dezasymilacjii, czyli wszelkich procesów zachodzących w w/w organach. Jest to bardzo ważna funkcja, gdyż wszelakie złogi zatykają i zakłócają prawidłowe funkcjonowanie organizmu.
*właściwości deflokulacyjne- jest to proces podobny do wyższego z tą różnicą, że jest to ukierunkowane działanie na przewód pokarmowy. Lekarze uznają, że gro chorób spowodowanych jest zlepieniem się resztek pokarmu ze śluzem zawartym w żołądku i jelitach, w wyniku czego powstaje ogromna ilość mikroskopijnych złogów. Olejek rozkłada te zlepki i tym samym dezynfekuje cały przewód pokrmowy.
*włściwości osmotyczne- chodzi tu o skuteczne przenikanie wszystkich warstw naszej skóry. Stąd rozliczne ich właściwości gojenia ran, dezynfekcji, czy regenaracji skóry. Jeżeli olejek eteryczny pochodzi ze sprawdzonego źródła lub wytworzony jest sam, nie ma możliwości, żeby nie zauważyć na swojej skórze jego zbawiennego działania.
Ponadto olejki eteryczne mają szereg zastosowań tzw. zmysłowych. Odprężają umysł, pozwalają zwolnić myślom i wprowadzają w stan spokoju i równowagi cielesno-duchowej. Czasem wystarczy tylko dodać kilka kropel do wody w kominku i zapalić świeczkę. Proste, co? :)
Mój pomarańczowy olejek eteryczny zrobiony jest metodą najprostszą, czyli startą skórkę pomarańczy zalałam olejem lnianym, po czym wystawiłam na słoneczny parapet i czekam aż olej wsiąknie wszystkie olejki. Mój olejek można zastosować do:
-smażenia (delikatny pomarańczowy posmak ryby lub mięsa!)
-smarowania skroni, gdy głowa woła o pomoc
-masaż lub nacieranie ( najbardziej znana i najczęściej stosowana metoda na żylaki, opuchlizny czy siniaki)
-kąpiel ( oprócz antybakteryjnego działania pomarańczy olej lniany zawiera dużo witaminy E, która jest świetnym przeciwutleniaczem)
W dzisiejszym wpisie pragnę tylko nakreślić działanie olejków eterycznych. Olejek z pomarańczy, który stoi na moim parapecie wykazuje właściwości:
-rozkurczwe, ściągające, przeciwzapalne, uspokajające, przeciwzakrzepowe.
W programie mam jeszcze pozyskanie olejku metodą destylacji lub ekstrakcją rozpuszczalnikami naturalnymi!
A oto zdjęcia z domowego wykonania olejku. Łatwe, proste i przyjemne zajęcie. Zachęcam do spróbowania!
Rośliny zielne to jedna z najbogatszych form naszej flory. Niekorzystanie z ich bogactwa i dobrodziejstwa jest wielkim marnotrawstwem i przejawem arogancji człowieka wobec natury, której jest przecież częścią.
środa, 5 marca 2014
czwartek, 9 stycznia 2014
Moje herbaciane dzieci
Jeżeli czytaliście kombuchowy post to wiecie, że proces fermentacji kombuchy z herbatą trwa ok. tygodnia lub półtora. Tak więc dziś wyciągnęłam kolejne dziecka. Nadal są obślizgłe i śmierdzące, ale napój smakuje wybornie...Pije go moja mama, pije go ja i w zasadzie każdy kto przekroczy próg naszego domu musi spróbować. Ha, powoli to się chyba staje tradycją ! Tak czy tak zdrową tradycją, a ja postanowiłam sobie w duchu, że będę ambasadorką tego przedsięwzięcia i pierwszego grzybka zaniosłam już nawet sąsiadce:)
Taka mała wskazówka. Jak widać na zdjęciu mam cztery słoiki ( w tym jeden z bigosu :P). W mniejszych fermentacja trwała równy tydzień, ale ten największy potrzebuje jeszcze ze trzy dni.
Ok, tak się chciałam tylko pochwalić moją małą domową manufakturą. Ps. Niedługo zacznę chyba nadawać imiona moim wychowankom i mówić: " Stasiu teraz jedziemy do cioci Halinki". Trzeba dać im poczucie, że są potrzebne... :)
Taka mała wskazówka. Jak widać na zdjęciu mam cztery słoiki ( w tym jeden z bigosu :P). W mniejszych fermentacja trwała równy tydzień, ale ten największy potrzebuje jeszcze ze trzy dni.
Ok, tak się chciałam tylko pochwalić moją małą domową manufakturą. Ps. Niedługo zacznę chyba nadawać imiona moim wychowankom i mówić: " Stasiu teraz jedziemy do cioci Halinki". Trzeba dać im poczucie, że są potrzebne... :)
sobota, 21 grudnia 2013
Pierwszy napój kombuchowy!
Nastała wiekopomna chwila! Napój z kombuchy zlany!
Powiem Wam, że po jego zapachu, takim lekko octowym i piwnym, nie sądziłam, że będzie aż tak dobry.
Jest...jabłkowo-orzeźwijący, dlatego myślę, że wspaniale sprawdzi się w lecie!
W kolejce już parzy się druga herbata, tym razem czarna liściasta oczywiście :)
Jak zrobić kombuchę? Znajdziecie pod linkiem http://plantagia.blogspot.com/2013/12/i-jest-kombucha.html
Jak zrobić kombuchę? Znajdziecie pod linkiem http://plantagia.blogspot.com/2013/12/i-jest-kombucha.html
poniedziałek, 16 grudnia 2013
Krótko o kuracji olejowej. No i trochę prywatnie. Bo wszystko się zmienia...
Myśląc o dzisiejszym poście miałam zamiar opowiedzieć Wam tylko o mojej kuracji olejowej, którą rozpoczęłam 1 grudnia, a więc dwa tygodnie temu. Obiecałam napisać o przebiegu i postępach. Ssanie oleju wygląda dość śmiesznie, przeżuwam w buzi oleistą ciecz koloru najpirw żółtego, potem białego (przypominającego majonez)...Moja siostra brzydzi się tego widoku, mama patrzy zmieszana tzn. na jej twarzy maluje się mina typu " tosiu, pewnie masz racje ssając olej, ale ja chyba tego nie spróbuję". Mój chłopak: " O! Widzę, że porozmawialiśmy! Znów nie będziesz mówiła do mnie przez pół godziny? Możesz przynajmniej ostrzegać kiedy zaczynasz" ( jakby mnie czasem wręcz nie błagał żebym zamknęła jadaczke). Także tego...nie widzę narazie znaczących zmian bo to tylko dwa tygodnie. Mogę stwierdzić jedynie, że lekko mnie wysypało na twarzy i mam nadzieję, że jednak jest to efekt oczyszczanai organizmu. Co do samego odczucia...sam smak oleju jest dość przyjemny, jedna łyżka w zupełności wystarcza dlatego, że jest pewnien mankament. Podczas przeżuwania moje ślinianki pracują chyba jak szalone bo ślina wypełnia mi pod koniec całą jamę ustną;) No nic, czekamy dalej i się nie poddajemy!
No teraz trochę prywatnie - chyba pierwszy raz, ale ta informacja ma znaczenie. Otóż...niedługo zmieniam nazwisko z Baran na Mucha :) tak, tak:) co wiąże się ze zmianą miejsca zamieszkania. Przeprowadzam się z miasta na wieś!! W końcu! W końcu jedno z moich marzeń się spełni, w końcu będę mogła grzebać w ogródku, uprawiać zioła, a potem je przetwarzać. Robić nalewki, przetwory, kosmetyki i tak dalej. Mówiąc, że ta informacja ma znaczenie, miałam na mysli częściową zmianę charakteru bloga. Będę próbowała przekazać Wam wszystko co związane jest z polską wsią, uprawą ziół i... moim niedoświadczeniem.
A tu kilka moich zdjęć, mojego nowego miejsca na ziemi...
No teraz trochę prywatnie - chyba pierwszy raz, ale ta informacja ma znaczenie. Otóż...niedługo zmieniam nazwisko z Baran na Mucha :) tak, tak:) co wiąże się ze zmianą miejsca zamieszkania. Przeprowadzam się z miasta na wieś!! W końcu! W końcu jedno z moich marzeń się spełni, w końcu będę mogła grzebać w ogródku, uprawiać zioła, a potem je przetwarzać. Robić nalewki, przetwory, kosmetyki i tak dalej. Mówiąc, że ta informacja ma znaczenie, miałam na mysli częściową zmianę charakteru bloga. Będę próbowała przekazać Wam wszystko co związane jest z polską wsią, uprawą ziół i... moim niedoświadczeniem.
A tu kilka moich zdjęć, mojego nowego miejsca na ziemi...
sobota, 7 grudnia 2013
I jest kombucha!
Obiecałam posta o grzybku herbacianym, którego hoduje od czwartku! Przyszedł z allegro. Wyjęłam ze słoika i pomyślałałam...dostałam meduzę! :) Nie no, żartuję. Jestem podekscytowana nim i nie wiem od czego zacząć. Może od tego co to wogóle jest.
Co to jest kombucha/kombucza?
Kombucha jest to zespół/kolonia symbiotycznie ze sobą żyjących bakterii i drożdży, które są żywymi organizmami. Są one połączone w jeden twór, który na zasadzie fermentacji z słodką herbatą ( zieloną, czerwoną, czarną czy jaką chcemy) produkuje orzeźwiający i pełen dobroczynnych składników napój. Kombucha była już znana w czasach starożytnych i powiem Wam, że jest mi wstyd, że tak naprawdę całkiem niedawno się o niej dowiedziałam! Na dodatek od mojego chłopaka, który ma zgoła inne zainteresowania:) Tak czy tak, już teraz wiemy, że nie tylko na świecie, ale i w Polsce grzyb cieszy się dużym zainteresowaniem. Jest badany m.in przez łódzki Uniwersytet Medyczny.
Co daje nam grzyb?
Na ulotce, którą dostałam od pani, która hoduje kombuchę można przeczytać, że ów twór ma wiele witamin, minerałów i kwasów tak ważnych dla naszgo organizmu. Należą do nich;
-witaminy z grupy B, czyli B1, B2, B3, B6, B12 i witaminę C (pamiętajcie, że organizm człowieka nie potrafi m wyprodukować witamin, więc trzeba ich dostarczać z zewnątrz)
-minerały: żelazo, magnez, sód, potas, wapno, miedź, cynk i inne pierwiastki śladowe
-kwasy: m.in. octowy, mlekowy, winowy czy jabłkowy
Ja hoduję kombuche pierwszy raz i nie mogę tego spradzić, ale logicznym jest, że w zależności od tego z jaką herbatą grzyb fermentuje, skład i ilość tych związków zawsze będzie różny, choć myslę, że nie będą to znaczące odstępstwa.
Na co kombucha?
Pewnie zastanawiacie się w czym może pomóc nam ten dziwny twór. Cóż, skoro juz starożytni go używali (a oni wiedzieli co dobre) to znaczy, że to kolejny "domowy lekarz". Kombuchę bowiem polecana jest ponieważ:
-wspaniale wzmacnia system odponościowy
-mikrofloa grzyba hamuje rozwój bakterii gnilnych i patogennych
-zapobiega szybkiemu starzeniu się komórek
-reguluje przemiane materii i ciśnienie krwi
-odtruwa organizm ( o zgrozo w naszych czasach baardzo ważne!)
- wspomaga spalenie tkanki tłuszczowej
-zmniejsza objawy menopauzy
-dodaje siły i poprawia koncentrację
-wzmacnia serce, wzrok, stawy, skórę oraz włosy
-łagodzi objawy reumatyzmu
-zmniejsza ryzyko nowotworów
-przyspiesza perystaltyke jelit
-wpływa kojąco na układ nerwowy
-skutecznie przywraca mikroflorę jelit po leczeniu antybiotykami
-pomaga w leczeniu łuszczycy
-zmniejsza poziom cholesterolu
-łagodzi objawy migreny
Tak naprawdę, nie znam panaceum na wszystko i zapewne kombucha też nim nie jest, dlatego nie zalecam traktować jej w ten sposób, ponieważ sami wiecie, że coś co teoretycznie leczy wszystsko może nie leczyć nic:). Zagmatwane to, ale chciałabym przekazać, że kombucha jest produktem sfermentowanym co napewno daje jej właściwości stabilizowania naszej flory bakteryjnej, a to juz bardzo dużo. O reszcie zalet postanowiłam przekonać się sama, czyli...
Jak wykonać napój z kombuchy?
Wykonanie sfermentowanego napoju jest bardzo proste. Potrzebne nam są:
-starter grzyba, czyli kłania się allegro albo ktoś znajomy kto ma kombuchę:)
-słój ( pojemność w zależności od tego ile chcemy napoju)
-herbata (najlepiej liściasta zielona) i cukier
-gaza do przykrycia słoika, ponieważ fermentowane rzeczy nie lubią metalu
Kombucha, czyli nasz starter to tzw. matka, która podczas fermentacji tworzy na swojej powierzchni dziecko i w ten sposób się rozmnaża. Dziecko to nowy twór, który możemy potem komuś dać lub sprzedć:) Po skończeniu fermentcji rozdzielamy matke i dziecko, z których możemy wykonać osobne napoje lub, jeżeli nie używamy włożyć do woreczka i zamrozić do czasu kiedy chcemy spowrotem do nich sięgnąć.
Ok ok juz piszę i pokazuję kolejność czynności:
1. Zaparzamy herbatę i dodajemy cukru (ile kto chce płynu ale ja zaparzyłam 2 litry i dałam 250 g cukru)
2. Czekamy aż herbata ostygnnie po czym przecedzamy do słoika i "wpuszczamy" tam naszego grzybka.
3. Słoik przykrywamy gazą i czekamy 8-12 dni ( w zależności jak bardzo sfermentowany mamy napój)
4. Grzyby wyjmujemy, oddzielamy dziecko od matki i możemy powtórzyć czynność jeszcze raz.
Pamiętajcie, że fajnie jest pozostawić trochę sfermentowanego napoju do nowego słoika ponieważ z nim następna fermentacja będzie szybsza!
No nic, ja czekam dopiero drugi dzień i jestem bardzo ciekawa jak to wyjdzie, a przede wszystkim jak będzie smakowało. Podobno przypomina NESTEA co baaardzo mi odpowiada!
A teraz najważniejsze...Jakie dawki kombuchy?
Pamiętajcie, że nasz grzybek herbaciany ma działanie prozdrowotne i przede wszystkim oczyszczające ( nie mylić z przeczyszczające), dlatego dla ostrożności najlepiej zaczynać od małych, ale regularnych dawek tzn. ok 3 łyżki stołowe, 3 razy dziennie. Potem...myślę, że szklanka lub dwie dziennie nam nie zaszkodzą :)Mogą, choć nie koniecznie, wystąpić lekkie bóle głowy, zaparcia bądź wzdęcia co jest spowodowane wyrzucaniem toksyn z naszego organizmu, wiec jeżeli będzie to uciążliwe po prostu przerwijcie kurację na jeden lub dwa dni.
Powodzenia!
Co to jest kombucha/kombucza?
Kombucha jest to zespół/kolonia symbiotycznie ze sobą żyjących bakterii i drożdży, które są żywymi organizmami. Są one połączone w jeden twór, który na zasadzie fermentacji z słodką herbatą ( zieloną, czerwoną, czarną czy jaką chcemy) produkuje orzeźwiający i pełen dobroczynnych składników napój. Kombucha była już znana w czasach starożytnych i powiem Wam, że jest mi wstyd, że tak naprawdę całkiem niedawno się o niej dowiedziałam! Na dodatek od mojego chłopaka, który ma zgoła inne zainteresowania:) Tak czy tak, już teraz wiemy, że nie tylko na świecie, ale i w Polsce grzyb cieszy się dużym zainteresowaniem. Jest badany m.in przez łódzki Uniwersytet Medyczny.
Co daje nam grzyb?
Na ulotce, którą dostałam od pani, która hoduje kombuchę można przeczytać, że ów twór ma wiele witamin, minerałów i kwasów tak ważnych dla naszgo organizmu. Należą do nich;
-witaminy z grupy B, czyli B1, B2, B3, B6, B12 i witaminę C (pamiętajcie, że organizm człowieka nie potrafi m wyprodukować witamin, więc trzeba ich dostarczać z zewnątrz)
-minerały: żelazo, magnez, sód, potas, wapno, miedź, cynk i inne pierwiastki śladowe
-kwasy: m.in. octowy, mlekowy, winowy czy jabłkowy
Ja hoduję kombuche pierwszy raz i nie mogę tego spradzić, ale logicznym jest, że w zależności od tego z jaką herbatą grzyb fermentuje, skład i ilość tych związków zawsze będzie różny, choć myslę, że nie będą to znaczące odstępstwa.
Na co kombucha?
Pewnie zastanawiacie się w czym może pomóc nam ten dziwny twór. Cóż, skoro juz starożytni go używali (a oni wiedzieli co dobre) to znaczy, że to kolejny "domowy lekarz". Kombuchę bowiem polecana jest ponieważ:
-wspaniale wzmacnia system odponościowy
-mikrofloa grzyba hamuje rozwój bakterii gnilnych i patogennych
-zapobiega szybkiemu starzeniu się komórek
-reguluje przemiane materii i ciśnienie krwi
-odtruwa organizm ( o zgrozo w naszych czasach baardzo ważne!)
- wspomaga spalenie tkanki tłuszczowej
-zmniejsza objawy menopauzy
-dodaje siły i poprawia koncentrację
-wzmacnia serce, wzrok, stawy, skórę oraz włosy
-łagodzi objawy reumatyzmu
-zmniejsza ryzyko nowotworów
-przyspiesza perystaltyke jelit
-wpływa kojąco na układ nerwowy
-skutecznie przywraca mikroflorę jelit po leczeniu antybiotykami
-pomaga w leczeniu łuszczycy
-zmniejsza poziom cholesterolu
-łagodzi objawy migreny
Tak naprawdę, nie znam panaceum na wszystko i zapewne kombucha też nim nie jest, dlatego nie zalecam traktować jej w ten sposób, ponieważ sami wiecie, że coś co teoretycznie leczy wszystsko może nie leczyć nic:). Zagmatwane to, ale chciałabym przekazać, że kombucha jest produktem sfermentowanym co napewno daje jej właściwości stabilizowania naszej flory bakteryjnej, a to juz bardzo dużo. O reszcie zalet postanowiłam przekonać się sama, czyli...
Jak wykonać napój z kombuchy?
Wykonanie sfermentowanego napoju jest bardzo proste. Potrzebne nam są:
-starter grzyba, czyli kłania się allegro albo ktoś znajomy kto ma kombuchę:)
-słój ( pojemność w zależności od tego ile chcemy napoju)
-herbata (najlepiej liściasta zielona) i cukier
-gaza do przykrycia słoika, ponieważ fermentowane rzeczy nie lubią metalu
Kombucha, czyli nasz starter to tzw. matka, która podczas fermentacji tworzy na swojej powierzchni dziecko i w ten sposób się rozmnaża. Dziecko to nowy twór, który możemy potem komuś dać lub sprzedć:) Po skończeniu fermentcji rozdzielamy matke i dziecko, z których możemy wykonać osobne napoje lub, jeżeli nie używamy włożyć do woreczka i zamrozić do czasu kiedy chcemy spowrotem do nich sięgnąć.
Ok ok juz piszę i pokazuję kolejność czynności:
1. Zaparzamy herbatę i dodajemy cukru (ile kto chce płynu ale ja zaparzyłam 2 litry i dałam 250 g cukru)
2. Czekamy aż herbata ostygnnie po czym przecedzamy do słoika i "wpuszczamy" tam naszego grzybka.
3. Słoik przykrywamy gazą i czekamy 8-12 dni ( w zależności jak bardzo sfermentowany mamy napój)
4. Grzyby wyjmujemy, oddzielamy dziecko od matki i możemy powtórzyć czynność jeszcze raz.
Pamiętajcie, że fajnie jest pozostawić trochę sfermentowanego napoju do nowego słoika ponieważ z nim następna fermentacja będzie szybsza!
No nic, ja czekam dopiero drugi dzień i jestem bardzo ciekawa jak to wyjdzie, a przede wszystkim jak będzie smakowało. Podobno przypomina NESTEA co baaardzo mi odpowiada!
A teraz najważniejsze...Jakie dawki kombuchy?
Pamiętajcie, że nasz grzybek herbaciany ma działanie prozdrowotne i przede wszystkim oczyszczające ( nie mylić z przeczyszczające), dlatego dla ostrożności najlepiej zaczynać od małych, ale regularnych dawek tzn. ok 3 łyżki stołowe, 3 razy dziennie. Potem...myślę, że szklanka lub dwie dziennie nam nie zaszkodzą :)Mogą, choć nie koniecznie, wystąpić lekkie bóle głowy, zaparcia bądź wzdęcia co jest spowodowane wyrzucaniem toksyn z naszego organizmu, wiec jeżeli będzie to uciążliwe po prostu przerwijcie kurację na jeden lub dwa dni.
Powodzenia!
niedziela, 1 grudnia 2013
Oczyszczam organizm olejem. Dlaczego?
Cześć!
Zastanawiam się czy ktokolwiek z Was słyszał już kiedyś o metodzie oczyszczania naszego orgaznizmu olejem za pomocą...ssania w jamie ustnej. A może ktoś z Was już stosował taką kurację? Ja od dziś zaczynam i zamierzam informować Was na bieżaco jak mi idzie:)
Dlaczego olejem?
Metoda oczyszczania organizmu za pomocą ssania w jamie ustnej oleju zimnotłoczonego (najlepiej słonecznikowego, ale ja kupiłm sobie rzepakowy w sklepiku benedyktyńskim) została rozpropagowana przez profesora Michała Tombaka, ale dowiedziałam się, że tak naprawdę jest to jeden ze sposobów stosowanych w medycynie ajurwedyjskiej. Dla mnie fakt ten dodaje dużej dawki wiarygodności owej metodzie, dlatego zamierzam ją od dziś zastosować. Tutaj olej ma funkcję absorbantu toksyn, które pochodzą z naszej krwi, bowiem jeden z gruczołów w naszej jamie ustnej wyłapuje i wydala wszystkie, zbędne produkty przemiany materii z naszej krwi.
Na co?
Podobno kuracja, jak każda oczyszczająca, pozwala częściowo lub całkowicie uwolnić nam się od schorzeń i chorób nas nękających. Toksyny gromadzące sie w naszym organiźmie powodują szereg schorzeń i są powodem złego samopoczucia. Dlaczego więc nie spróbwać pozbyć się ich w taki oto sposób?
Reumatyzm, bóle głowy, problemy trawienne, trądzik, choroby układu krwionośnego czy anemia to tylko garstka, która, moim zdaniem nęka ludzi naszej zwariowanej cywilizacji. Ja, mimo młodego wieku, mam problemy z przepływem krwi w żyłach, po mamie będę mieć żylaki na nogach, których początki są już widoczne. Moja cera tez pozostawia wiele do życzenia, dlatego tylko albo i aż z tych dwóch powodów ustanawiam grudzień pod znakiem oczyszczania organizmu olejem! Każdy czas jest dobry, nie?:)
A jak to się robi?
Metoda jest prosta, choć, moim zdaniem mało przyjemna, ale każdy ma tam swoje smaki:) 1-2 łyżek oleju bierzemy do buzi i ssamy, cedzimy przez zęby przez ok 15-20 minut do czasu kiedy kolor oleju zamieni się na biały i będzie wyglądał jak mleko lub śmietana. Jeżeli jeszcze tak nie wygląda to ssamy do czasu zmiany koloru. Dobrze jest wypluć, pamiętajcie wypluć, a nie połykać! do kibelka ponieważ w tej "wypłukanej" mieszance znajduje sie mnóstwo bakterii z naszego orgaznizmu i lepiej żeby nie trafiły do zlewu lub miski bo zawsze możemy zapomnieć umyć:) Ja zamierzam stosować kurację przez miesiąc, 1 raz dziennie. Wydaje mi się, że jest to odpowiedni czas na zaobserwowanie zmian, oczywiście na lepsze:)
Jestem zmotywowana nie tylko dlatego, że wiem, że każdy organizm, a więc także i mój potrzebuje regularnego oczyszczania, ale dlatego, że lubię próbować nowych metod, lubię nowości ze świata natury, a jeżeli wyjdzie mi to na dobre...to nosek do góry!
Ps. czekam na grzybka herbacianego tzw. kombuchę, która ma mi przyjść w tym tygodniu. To tez jest sposób oczyszania organizmu, ale o tym osobny post. Trzymajcie kciuki i...próbujcie sami! :)
Zastanawiam się czy ktokolwiek z Was słyszał już kiedyś o metodzie oczyszczania naszego orgaznizmu olejem za pomocą...ssania w jamie ustnej. A może ktoś z Was już stosował taką kurację? Ja od dziś zaczynam i zamierzam informować Was na bieżaco jak mi idzie:)
Dlaczego olejem?
Metoda oczyszczania organizmu za pomocą ssania w jamie ustnej oleju zimnotłoczonego (najlepiej słonecznikowego, ale ja kupiłm sobie rzepakowy w sklepiku benedyktyńskim) została rozpropagowana przez profesora Michała Tombaka, ale dowiedziałam się, że tak naprawdę jest to jeden ze sposobów stosowanych w medycynie ajurwedyjskiej. Dla mnie fakt ten dodaje dużej dawki wiarygodności owej metodzie, dlatego zamierzam ją od dziś zastosować. Tutaj olej ma funkcję absorbantu toksyn, które pochodzą z naszej krwi, bowiem jeden z gruczołów w naszej jamie ustnej wyłapuje i wydala wszystkie, zbędne produkty przemiany materii z naszej krwi.
Na co?
Podobno kuracja, jak każda oczyszczająca, pozwala częściowo lub całkowicie uwolnić nam się od schorzeń i chorób nas nękających. Toksyny gromadzące sie w naszym organiźmie powodują szereg schorzeń i są powodem złego samopoczucia. Dlaczego więc nie spróbwać pozbyć się ich w taki oto sposób?
Reumatyzm, bóle głowy, problemy trawienne, trądzik, choroby układu krwionośnego czy anemia to tylko garstka, która, moim zdaniem nęka ludzi naszej zwariowanej cywilizacji. Ja, mimo młodego wieku, mam problemy z przepływem krwi w żyłach, po mamie będę mieć żylaki na nogach, których początki są już widoczne. Moja cera tez pozostawia wiele do życzenia, dlatego tylko albo i aż z tych dwóch powodów ustanawiam grudzień pod znakiem oczyszczania organizmu olejem! Każdy czas jest dobry, nie?:)
A jak to się robi?
Metoda jest prosta, choć, moim zdaniem mało przyjemna, ale każdy ma tam swoje smaki:) 1-2 łyżek oleju bierzemy do buzi i ssamy, cedzimy przez zęby przez ok 15-20 minut do czasu kiedy kolor oleju zamieni się na biały i będzie wyglądał jak mleko lub śmietana. Jeżeli jeszcze tak nie wygląda to ssamy do czasu zmiany koloru. Dobrze jest wypluć, pamiętajcie wypluć, a nie połykać! do kibelka ponieważ w tej "wypłukanej" mieszance znajduje sie mnóstwo bakterii z naszego orgaznizmu i lepiej żeby nie trafiły do zlewu lub miski bo zawsze możemy zapomnieć umyć:) Ja zamierzam stosować kurację przez miesiąc, 1 raz dziennie. Wydaje mi się, że jest to odpowiedni czas na zaobserwowanie zmian, oczywiście na lepsze:)
Jestem zmotywowana nie tylko dlatego, że wiem, że każdy organizm, a więc także i mój potrzebuje regularnego oczyszczania, ale dlatego, że lubię próbować nowych metod, lubię nowości ze świata natury, a jeżeli wyjdzie mi to na dobre...to nosek do góry!
Ps. czekam na grzybka herbacianego tzw. kombuchę, która ma mi przyjść w tym tygodniu. To tez jest sposób oczyszania organizmu, ale o tym osobny post. Trzymajcie kciuki i...próbujcie sami! :)
środa, 27 listopada 2013
Kosmetyk ukoi skórę. Naturalny kosmetyk ukoi też duszę, czyli... robimy własne kosmetyki!
Witam Was serdecznie!
Przepraszam, że nie było mnie tu od kilku miesięcy. Wyjechałam z kraju co wiązało się z brakiem dostępu do jakiejkolwiek literatury. Szczerze mówiąc na swoim blogu nie chcę podawać Wam informacji zaczerpniętych z internetu bo, jak sami wiecie, w internetowym świecie właśnie się obracamy, więc i każdy z Was będzie mógł znaleźć coś dla siebie bez zaglądania do tego małego ziołolandu:). Do książki nie każdy ma dostęp. Ale ten kto go ma- jest szczęściarzem. Ja staram się kupować książki o tematyce, przede wszystkim ziół, fitoterapii, ale od dawna prenumeruję również kwartalnik pt. PANACEA. Polecam serdecznie ze względu na bardzo rzetelne i ciekawe informacje podawane przez nauczycieli uniwersyteckich czy też lekarzy. PANACEA możn zakupić w Empiku lub zamówić prenumeratę na cały rok.
Dziś, chciałam Wam opowiedzieć o bardzo ciekawych zajęciach na mojej uczelni, na których własnoręcznie wykonywaliśmy (ja, moi koledzy i koleżanki) kosmetyki! Zajęcia prowadzone były przez doświadczoną Panią Doktor a przepisy zaczerpnięte ze starej księgi zielarskiej, także nie ma strachu, że coś się nie uda:)
Podam Wam również proste przepisy jak można samemu w domu wykonać krem do rąk, naturalną maseczkę na twarz czy też mydło:) Fajnie, co?:)
Zapachy obłędne, kolory przecudne, a zabawa naprawdę przednia! I choć zdjęcia nie są najlepszej jakości mam nadzieję, że zachęcą Wad do wykonania własnych ukajaczy:)
Zaczynamy!
PRZEPISY I SPOSOBY WYKONANIA
Do poszczególnych zestawów przydają się:
-szklana zlewka
-coś do mieszania np. łyżeczka lub szklana bagietka
-gaza do przecedzania
-moździerz
NAWILŻAJĄCY KREM DO RĄK
Składniki:
-3 łyżki wazeliny
-2 łyzki kwiatów z czarnego bzu
-1 łyzka kwiatów nagietka
Roztopić wazelinę w kąpieli wodnej. Dodać bez i nagietek, wymieszać i ogrzewać 45 min (można nadal w kąpieli wodnej) co jakiś czas mieszając. Krem na gorąco przecedzić do pudełeczka i gotowe!
MYDŁO
Składniki:
-nagietek
-rozmaryn
-rumianek
-mydło w kostce (myślę, że można dac tez glicernę, ale ja tego nigdy nie robiłam-dopiero zamierzam zrobić pod choinkę, ale ciii!)
Mydło ścieramy na tarce i dodajemy kilka łyżek mocnego naparu z nagietka i rozmarynu( z niewielką ilością kwiatów). Całość mieszamy w kąpieli wodnej, a po ostygnięciu formujemy mydełka. Można do tego użyć gumowych foremek na muffinki:) Równie dobrze możecie też obtoczyć mydełka kwiatami lub ziarenkami lnu czy płatków owsianych. Co tam jest pod ręką...
BOGATA MASECZKA NA TWARZ- odżywia i wygładza skórę
Na zajęciach koleżanki zrobiły również szmpon do włosów. Niestety nie moge podać przepisu ponieważ go zgubiłam, ale obiecuję, że jak tylko go dostanę odrazu napiszę:)
Przepraszam, że nie było mnie tu od kilku miesięcy. Wyjechałam z kraju co wiązało się z brakiem dostępu do jakiejkolwiek literatury. Szczerze mówiąc na swoim blogu nie chcę podawać Wam informacji zaczerpniętych z internetu bo, jak sami wiecie, w internetowym świecie właśnie się obracamy, więc i każdy z Was będzie mógł znaleźć coś dla siebie bez zaglądania do tego małego ziołolandu:). Do książki nie każdy ma dostęp. Ale ten kto go ma- jest szczęściarzem. Ja staram się kupować książki o tematyce, przede wszystkim ziół, fitoterapii, ale od dawna prenumeruję również kwartalnik pt. PANACEA. Polecam serdecznie ze względu na bardzo rzetelne i ciekawe informacje podawane przez nauczycieli uniwersyteckich czy też lekarzy. PANACEA możn zakupić w Empiku lub zamówić prenumeratę na cały rok.
Dziś, chciałam Wam opowiedzieć o bardzo ciekawych zajęciach na mojej uczelni, na których własnoręcznie wykonywaliśmy (ja, moi koledzy i koleżanki) kosmetyki! Zajęcia prowadzone były przez doświadczoną Panią Doktor a przepisy zaczerpnięte ze starej księgi zielarskiej, także nie ma strachu, że coś się nie uda:)
Podam Wam również proste przepisy jak można samemu w domu wykonać krem do rąk, naturalną maseczkę na twarz czy też mydło:) Fajnie, co?:)
Zapachy obłędne, kolory przecudne, a zabawa naprawdę przednia! I choć zdjęcia nie są najlepszej jakości mam nadzieję, że zachęcą Wad do wykonania własnych ukajaczy:)
Zaczynamy!
PRZEPISY I SPOSOBY WYKONANIA
Do poszczególnych zestawów przydają się:
-szklana zlewka
-coś do mieszania np. łyżeczka lub szklana bagietka
-gaza do przecedzania
-moździerz
NAWILŻAJĄCY KREM DO RĄK
Składniki:
-3 łyżki wazeliny
![]() |
| rozcieramy nasz krem |
-1 łyzka kwiatów nagietka
Roztopić wazelinę w kąpieli wodnej. Dodać bez i nagietek, wymieszać i ogrzewać 45 min (można nadal w kąpieli wodnej) co jakiś czas mieszając. Krem na gorąco przecedzić do pudełeczka i gotowe!
![]() |
| półprodukty |
MYDŁO
Składniki:
-nagietek
-rozmaryn
-rumianek
-mydło w kostce (myślę, że można dac tez glicernę, ale ja tego nigdy nie robiłam-dopiero zamierzam zrobić pod choinkę, ale ciii!)
Mydło ścieramy na tarce i dodajemy kilka łyżek mocnego naparu z nagietka i rozmarynu( z niewielką ilością kwiatów). Całość mieszamy w kąpieli wodnej, a po ostygnięciu formujemy mydełka. Można do tego użyć gumowych foremek na muffinki:) Równie dobrze możecie też obtoczyć mydełka kwiatami lub ziarenkami lnu czy płatków owsianych. Co tam jest pod ręką...
![]() |
| trzemy mydełko |
![]() |
| uformowane mydełka |
![]() |
| płatki kwiatów |
![]() |
| wersja de lux! |
BOGATA MASECZKA NA TWARZ- odżywia i wygładza skórę
Składniki:
-2 łyżki przywrotnika
-2 łyżki mięty
-2 łyżki korzenia malwy
-1 łyżka zmielonych nasion kopru włoskiego
-1 łyżka zmielonych owoców jałowca
-275 ml wody
-2 łyżki owsianki
-2 łyzki zmielonego lnu
![]() |
| gotowa maseczka |
Zioła z wodą zagotować pod przykryciem i trzymać na ogniu przez 15 minut. Nastepnie przecedzić (gaza lub sitko) i ostudzić. Owsiankę zmieszać z 2-3 łyżkami naparu tak aby powstała masa.
Maseczka ma intensywny zapach, więc jeżeli któraś z Was ma uczulenie na któreś zioło lub po prostu nie lub ijego zapachu, niech go wyeliminuje:)
![]() |
| gotujemy wywar |
Na zajęciach koleżanki zrobiły również szmpon do włosów. Niestety nie moge podać przepisu ponieważ go zgubiłam, ale obiecuję, że jak tylko go dostanę odrazu napiszę:)
Pod spodem znajdziecie zdjęcia ziół, których używaliśmy w naszej prawie-domowej produkcji. Były to susze firmy Kawon, które moim zdaniem wspaniale nadają się do domowej roboty kosmetyków. Są aromatyczne, dobrze ususzone i zachowane. Spróbujcie bo warto! Ja lecę nakładać maseczkę na zmęczoną dzisiaj twarz:)
Subskrybuj:
Posty (Atom)

















